Blog > Komentarze do wpisu
O wyborze (lub nie) Cynthii
Kilka dni temu w wywiadzie dla New York Times Cynthia Nixon (Miranda z "Seksu w wielkim mieście") powiedziała, że jej homoseksualizm jest kwestią wyboru: przez jakiś czas była w związku heteroseksualnym z Danielem Mozesem, a teraz jest w związku homoseksualnym z Christine Marinoni (niektórym z nas znaną jako Rojo Caliente).

„Całkowicie to odrzucam” - mówi teraz Nixon. - „Niedawno miałam wystąpienie, które miało wesprzeć homoseksualistów, i miałam powiedzieć: «Byłam heteroseksualna i homoseksualna, i wolę to drugie ». Oni próbowali mnie zmusić, żebym zmieniła to zdanie, ponieważ wynika z niego, że homoseksualizm może być wyborem. A dla mnie to właśnie jest wybór. Rozumiem, że dla wielu ludzi nie jest, ale dla mnie jest i nikt nie będzie za mnie definiował mojego homoseksualizmu. Pewna część naszej wspólnoty bardzo by chciała, żeby nie można było tego postrzegać w kategoriach wyboru, bo jeśli by tak było, to znaczy, że można z tego zrezygnować. (...) A dlaczego miałoby to być w jakikolwiek sposób gorsze? Wydaje mi się, że ulegamy w tym miejscu bigotom, którzy tego właśnie od nas oczekują. A nie powinniśmy, moim zdaniem, pozwolić im, by określali pole debaty. Mam również wrażenie, że ludzie myślą, że do pewnego momentu żyłam w nieświadomości, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem lesbijką. To obraża mnie, ale i wszystkich mężczyzn, z którymi się spotykałam”.

(Polskie tłumaczenie: gazeta.pl)

Podziwiam szczerość Nixon, która mówiąc to naraziła się właściwie wszystkim. Homofobom -- bo oto proszę, niby normalna, a tu wybiera zboczenie. Homoseksualistom -- bo daje homofobom amunicję, mówiąc, że owszem, jej orientacja jest kwestią wyboru -- a cóż prostszego, niż ekstrapolować tę wypowiedź na absolutnie wszystkie osoby homoseksualne. Właściwie nie naraziła się tylko dwóm grupom: osobom, które czują tak samo jak Nixon oraz osobom, które są ze swoją orientacją kompletnie pogodzone.

Moja orientacja absolutnie nie była kwestią wyboru. Najbardziej szalone pieszczoty jakim oddawałem się w towarzystwie kobiet płci odmiennej doszły (escandalo!) do wyżyn pocałunku w usta. Bez języczka -- takiego "cmok", jakim obdarzam swoje przyjaciółki. Nigdy nie wątpiłem w swoją orientację, choć przez chwilę -- znużony wszechobecną w Polsce homofobią -- rozważałem, czy aby nie jest możliwe, abym był biseksualistą. Niestety tak się składa, że moje dwa fetysze -- zarost na twarzy i owłosiona klata -- prezentują sobą wyłącznie mężczyźni i enerdowskie pływaczki, a tymczasem komunizm się skończył i enerdowskich pływaczek już nie ma. (Co najmniej jedna -- co zupełnie nie śmieszne -- musiała zmienić płeć, ponieważ ordynowane jej "kuracje" okazały się nieodwracalne.)

Nie mam żadnego problemu z deklaracją Nixon. Wiele razy czytałem o tym, że orientacja seksualna kobiet jest o wiele bardziej płynna, niż ta męska, być może po części przez to, że kobieta nie potrzebuje erekcji do uprawiania seksu. Tyle, że dla mnie moja orientacja nie stanowi problemu, nie czuję potrzeby wykluczania ani heteryków, ani biseksualistów, ani osób aseksualnych i w związku z tym stwierdzenie Cynthii Nixon jest dla mnie informacją kompletnie pozbawioną ładunku emocjonalnego. Tyle, że większość ludzi nie rozumuje w ten sposób, co ja -- i dlatego jej wypowiedź wzbudziła taką burzę.

Dla prawicy kwestia wyboru wiąże się z rozróżnieniem na wybór prawidłowy (bycie hetero) i nieprawidłowy (wszystko inne). Możnaby uznać, że Nixon podała im na tacy argument za prawdziwością ich tez, w ten sposób działając na niekorzyść wspólnoty LGTB. Tyle, że wymaga to przyjęcia prawdziwości drugiej części implikacji -- nieprawidłowości homoseksualizmu. Tego, że dokonany "wybór" jest złem. Tego, że obcy ludzie mogą osądzać nasz wybór partnerów pod kątem ich płci, tak, jak kiedyś osądzali go pod kątem ich rasy. Innymi słowy, to nie Nixon daje prawicy broń, tylko my, poddając się ich osądowi i smętnie potakując, tak, żyjemy w grzechu i trwamy w mylnym błędzie. Dokonaliśmy złego wyboru i musimy teraz za niego cierpieć.

Pewien rodzaj aktywizmu LGTB opiera się na strategii heroicznego bronienia oblężonego zamku: owszem, jesteśmy inni (w podtekście: gorsi), ale prosimy uprzejmie, abyście nam też pozwolili żyć, obiecujemy, że wtopimy się w tło i będziemy udawali, że jesteśmy dokładnie tacy sami. Ta strategia odnosi sukcesy do pewnego momentu; do momentu, kiedy pozwolimy sobie czegokolwiek zażądać, chociażby nieszczęsnych związków partnerskich. (Broń Istoto nie małżeństw, bo przecież Tradycja & Moralność, a my homo jesteśmy wszakże niemoralni i nie mamy żadnych tradycji.) Wtedy prawica podnosi larum: łojezusicku! Homosie chcą się nam w kościołach żenić ZUPEŁNIE JAK LUDZIE! Zaraz zechcą z koniem, kozą i zdechłym chomikiem!

Może czas już -- w roku 2012 -- na nową świecką tradycję? Jesteśmy wszakże obecni od wieków, rodzą i wychowują nas na ogół rodzice heteroseksualni, ale jako osoby tolerancyjne nie mamy im tego za złe i nie domagamy się, aby się rozwiedli i weszli w związki z osobami tej samej płci. Domagamy się za to, żeby traktowano nas zwyczajnie po ludzku. Żeby nam nie wtykano nosa do łóżka i nie oceniano dokonywanych wyborów. Pal diabli, czy homoseksualizm to wybór, czy nie. Jeśli nie masz ochoty, nie musisz przecież tego wyboru dokonywać. Ja panom Suskiemu i Niesiołowskiemu do łóżka nie zaglądam, nie dowcipkuję na temat urody ich żon i nie porównuję ich do kóz i chomików. A skoro oni tak się moim związkiem interesują, to może mają jakiś powód? Czyżby zaczynali się chwiać w postanowieniu o słuszności dokonanego WYBORU orientacji hetero i rozważali zmianę? Rozumiem obawę przed nieznanym i gotów jestem umówić się z dowolnym z nich na kawę i wuzetkę i przybliżyć temat. Byle mnie żaden nie podrywał, bo dam w pysk.

PS. Już po skończeniu przeze mnie tekstu okazało się, że Nixon złożyła samokrytykę, stwierdzając, że zgodnie z linią partii jest biseksualna, homoseksualizm nie jest wyborem, etc. Szkoda, że czuła, że musi to powiedzieć.
wtorek, 31 stycznia 2012, navaira

Polecane wpisy

Komentarze
2012/01/31 23:06:38
Kiedyś gdy wygłosiłam taką tezę, że zapewne dla niektórych homoseksualizm jest wyborem, zostałam totalnie "zjechana". Że to równoznaczne z nazywaniem homoseksualizmu chorobą, że to nie kwestia wyboru, że to obraźliwe... Dziwne, bo było to środowisko osób uważających się za nowoczesne, tolerancyjne i światłe, nieważne jakiej orientacji. Wydaje mi się, że już nigdy nie wygłosiłam takiej opinii.

Rozprawiało się kiedyś dlaczego istnieją homoseksualiści, ustalono że mają tak od urodzenia ;) a tu wyskakuje taka pani i mówi, że ona sobie orientację wybrała. Stąd chyba ten bulwers.
No i masz chyba rację z tym, że ktoś może uważać, iż Nixon wybrała jednak gorzej. Ech... Szkoda, że jednak wymiękła. Zawsze takie teksty są szansą na poszerzenie horyzontów co poniektórych.
-
2012/01/31 23:35:54
Jak tylko przeczytałam tekst o Cynthii w gazecie.pl, to miałam mniej więcej taką samą myśl jak Ty: no, dziewczyno,teraz to udało ci się teraz wkurwić wszystkich zainteresowanych na raz. "Sprostowania" wcześniej nie widziałam i zrobiło mi się jakoś niekomfortowo, kiedy przeczytałam.
Kiedy "linia partii" robi się rzeczywistsza niż rzeczywistość, to dla mnie najwyższa pora, żeby zmywać się z partii, nawet jeżeli ogólnie jej program mi odpowiada. Zwłaszcza, że pod względem merytorycznej krytyki tzw. środowisko jest niestety niedotykalskie jak Barbara Niechcicowa przed menstruacją.
-
2012/02/01 00:26:14
a ja się przyłączę do ogółu i stwierdzę, że powiedziała bez sensu -- zwyczajnie w świecie nielogiczne, abstrahując zupełnie od konotacji bycia homo.

gdyż albowiem: "wybrać homoseksualizm" można tylko wtedy, gdy się jest bi -- co nie zmienia faktu, że pozostaje się bi, tylko *aktualnie* w relacji* homo z kimś, albo w fazie chęci na relacje homo. może również wybrać relacje hetero.

homoseksualista nie wybierze hetero (bo jaki sposób? turnus w grupie Odwaga?), ani nawet homo (bo to już ma podane na tacy), heteryk analogicznie.
to jak wybierać wędlinę, przy czym na ladzie leży tylko kaszanka.

być może orientacja jest u niektórych płynna, ale nie nadal nie nazwałbym tego wyborem, bo nie będą to zmiany świadome. jeśli ktoś się przerzuca z jednego na drugie, to albo zaczyna w końcu dochodzić do siebie, albo jest bi.

reasumując: IMHO można sobie wybrać relacje bieżące, ale nie orientację. orientację można co najwyżej udawać (ale w takim wypadku nabywa się kota o imieniu Alik).

* relacje bez względu na charakter
-
2012/02/01 11:28:13
@watashi
Pełna zgoda, Ms Nixon myli pojęcia i chyba sama nie wie co mówi. To znaczy, nie do końca. Orientację seksualną najwyraźniej MOŻNA zmienić, ale jest to trudne, długotrwałe i nie każdemu się udaje, poza tym z zaobserwowanych przeze mnie przypadków rzekło bym że in my arogant opinion dotyczy to tylko orientacji "pośrednich", czyli osoby mniej lub bardziej bi- przesuną się ze swoimi upodobaniami w jedną lub drugą stronę. W wypadku orientacji skrajnych, sytuacja jest chyba bardziej ustalona, jak kogoś nie kręcą kobiety lub faceci W OGÓLE, to naprawdę małe szanse by kiedykolwiek to się zmieniło, nawet jak w wyniku traumy nie będzie mieć ochoty na spotkania z obiektami swojego zainteresowania, to raczej odpuści sobie życie seksualne na dobre.
Bytw, ludzie mają jakąś potworną traumę z przyznawaniem się do biseksualizmu. Wolą mówić, że są homo, ale kiedyś byli hetero (jak już mówiłom, to IMAO mało prawdopodobne), albo że ich poprzednie wybory były błędem (bo przecież nikt nie sprawdzi czy im się podobało, a zwłaszcza dziewczyny mogą zawsze użyć wyświechtanej formułki o udawaniu). Gdzieś czytałom, że to dlatego, że w zasadzie biseksualistów nie lubi się ani z jednej, ani z drugiej strony spektrum, bo są pomiędzy, czyli tak jakby nigdzie. Dochodzą różne stereotypy, że bi- są "puszczalscy" (jakby to w ogóle była jakaś potworna wada charakteru, ale whatever), biseksualistom będącym w trwałym związku wmawia się "monoseksualizm" aktualnie pasujący do rzeczywistości (jesteś z partnerem tej samej pci - jesteś homo, co ściemniasz, z przeciwnej - jesteś zwykłym heterykiem, jaj sobie nie rób). I tak dalej i tym podobne. Jedna znajoma lesbijka na przykład nie ma żadnych problemów z orientacją kiku znajomych bi-, ale jakoś nie jest w stanie zaakceptować tego u swojej dziewczyny, gdyż poważnie się obawia, że ta ją zostawi dla jakiegoś faceta. Innymi słowy, lepiej się nie przyznawać. (Może dlatego ja nie mam problemów z przyznawaniem się, asperger to takie cudowne schorzenie w wypadku podobnych kompleksów.)

Natomiast reakcja "środowisk" na wypowiedź pani Nixon nie dziwi. Od lat walczą z "terapią gejów" (jakoś tak głównie wszyscy chcą leczyć gejów, a nie lesbijki) która jest na ogół niczym innym jak praniem mózgów w dodatku mocno podlanym religijnym sosem. Dla nich ta wypowiedź to argument dla obrońców psychoreligijnego robienia wody z mózgu homoseksualistom, bo skoro takej jednej się odwidzieli faceci, to zawsze można w drugą stronę. Psychopierdzieleniem, albo nawet "gwałtem naprawczym", a co. Ta teza po prostu jest dość niebezpieczna w dzisiejszym świecie...
-
lucette_nader
2012/02/01 12:57:18
już pisałam o tym na trzyczęściowym, ale dyskusja zdechła, więc: niech się odezwie jakiś filolog, anglista-amerykanista, whatever, czy pierwszą wypowiedź Nixon, gdzie ona mówi, że wybrała "being gay", można tłumaczyć tak, że chodzi jej o relacje, funkcjonowanie w społeczeństwie jako kobieta-w-związku-lesbijskim, przynależność do "gay community" (która przecież nie oznacza środowiska tylko-i-wyłącznie-homoseksualnego, w którym za byle myśl o płci tzw. przeciwnej jest ban i bruk, a koledzy heterycy o podaniu ręki niech nawet nie marzą), ITD.
-
workingmum
2012/02/01 17:19:42
Ja chciałam o te enerdowską pływaczkę zapytać, bo nie zaintrygowało.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że transseksualna osoba płci męskiej o wyglądzie żeńskiej (nie wiem, jak to sie fachowo określa, pewnie można krócej ;) ) z ochotą została pływaczką, żeby wygląd zgadzał się jej z odczuciami, ale że kobieta "przekwalifikowała" się na faceta tylko dlatego, ze jej włosy na klacie wyrosły, to jakoś nie bardzo.

Co do Cynthii to odniosłam wrażenie, że najpierw powiedziała co jej się wydawało, a potem odrobiła lekcje i wyraziła się bardziej "fachowo". Chociaż możliwe, że przez "wybieram homoseksualizm" chciała powiedzieć "wybieram związek z osobą tej samej płci", a nie "wybieram orientację".
-
navaira
2012/02/01 17:38:23
@anksunamoon Odpowiedziałbym, że wyrazy "wybór" i "choroba" w żadnym języku nie są synonimami. Czy wszyscy mają od urodzenia -- polemizowałbym, myślę na swoim przykładzie, że częściowo tak, częściowo liczą się pierwsze lata życia, teoria o silnej matce i nieobecnym ojcu w moim przypadku sprawdza się w stu procentach (tyle, że w przypadku moich dwóch heteroseksualnych braci już nie), etc.

No i żałuję właśnie, że przeprosiła i złożyła samokrytykę, jestem zdania, że nietolerancyjne społeczeństwo trzeba dźgać pod żebro, zmuszać do myślenia i edukować czy mu się to podoba, czy nie.

@verni.observateur No i dlatego ja nie jestem gejem, tylko queer -- nie odnalazłem się w środowisku. I muszę powiedzieć, że w Holandii nie jest wcale lepiej.

@watashi79 Nie zgadzam się. Przychylam się do teorii Kinseya, zgodnie z którą orientacja nie jest 1) czysto zakreślona na skali zero-jedynkowej, 2) stała przez całe życie. Ja uważam się za 100% homo, ale był taki moment, kiedy było to 90% -- ciągle za mało, żeby próbować z kobietą, ale nie wydawało mi się to niemożliwe. Gdyby było 70%, być może wybrałbym kobietę z czystej wygody -- homofobia wcale nie jest czymś, na co ubóstwiam się narażać i argument prawicy o "wyborze stylu życia" właśnie z tego powodu jest idiotyczny. I po trzech latach związku być może byłoby to już nie 70% tylko 20% i mógłbym powiedzieć szczerze, że "wybrałem heteroseksualizm" i nie czułbym się bi. Ale to rozważania akademickie :)

@chakravant No, właśnie w moim przypadku nie ma mowy o zmianie, bo kobiety nie kręcą mnie W OGÓLE. Owszem, są piękne, fajnie mi się z nimi przebywa, dogaduje, zaprzyjaźnia, ale niestety mają za krótkie brody :(

Z traumatycznym biseksualizmem też się zgodzę -- ale to jest właśnie problem dostosowywania się do wymagań społeczeństwa, które żąda ustawienia się po jednej stronie, a biseksualista jak ta żaba, przecież się nie rozerwie. Osobiście w ogóle nie mam żadnych problemów z uwierzeniem i zrozumieniem biseksualizmu -- sama Nixon, spytana na początku związku z Marinoni jak to się stało, że była z mężczyzną, a teraz z kobietą, odpowiedziała "nie zakochałam się w kobiecie, zakochałam się w osobie".

Co do "terapii", tak, jak powiedziałem -- problemem nie jest wypowiedź Nixon, problemem jest zakładanie, że homoseksualizm jest gorszy (albo w ogóle jest chorobą) i należy homoseksualistów leczyć lub naprawiać. Kiedyś podobnym problemem był przecież rasizm -- małżeństwa osób różnej rasy były w ogóle zakazane.

@lucette_nader Wypowiedź oryginalna jest jak dla mnie bardzo jednoznaczna: "And they tried to get me to change it, because they said it implies that homosexuality can be a choice. And for me, it is a choice. I understand that for many people its not, but for me its a choice, and you dont get to define my gayness for me." Nie ma tu nic o funkcjonowaniu ani relacjach, wyraźnie mówi o seksualności.

@workingmum sport.wp.pl/kat,1715,title,Doping-w-NRD-W-lustrze-byl-mezczyzna,wid,11423158,wiadomosc.html?ticaid=1dd82
-
lucette_nader
2012/02/01 18:56:04
@ navaira

no to okej, ja chyba kojarzyłam jakąś wcześniejszą wypowiedź :(
no i klops!
-
2012/02/01 19:55:02
@navaira @watashi79
Ale ja sie zgadzam z watashi i to dokladnie ze wzgledu na Kinseya :D Nie czuje zeby jego/jej (pardon, za rzadko tu bywam :)) wypowiedz stala w sprzecznosci z wizja orientacji jako spektrum. Generalnie poruszanie sie po nim jest imho kwestia woli tylko w okreslonych wypadkach. Jesli juz, to panna Nixon pojechala zero-jedynkowo, ot pewnego dnia sie obudzila i przelaczyla. Stad sama zlapalam lekkie "uh, really?" jak pierwszy raz o tym uslyszalam.
-
2012/02/01 22:59:11
@chakravant w jaki sposób zmienia się orientację? owszem, można się spolaryzować w którąś stronę w tym sensie "od dziś zadaję się z jedną płcią!" -- to jednak nie jest zmiana orientacji, tylko podporządkowanie zachowań. można się też poddać "terapii", ale to również polega tylko na tresowanie odruchów. orientacji się nie zmieni, a jedynie zachowanie.

co do biseksów, to przyznam się, że sam bym miał z biseksem problem. nie dlatego, że są puszczalscy, ale dlatego, że (IMO) prędzej czy później czmychnąłby do jakiejś kobiety. sam bym tak prawdopodobnie postąpił, gdybym był bi. życie heteryka jest po prostu łatwiejsze.

@navaira jak napisała kokainistka -- wcale nie przeczysz temu co mówię :) pod "bi" o którym napisałem można wstawić każdy stopień skali Kinseya (od 1 do 99%). zgadzam się, że ów stopień "może się" zmienić (sam byłem hetero gdzieś do 11-tego roku życia :P), ale nie zgodzę się, że "można" go zmienić. nie podlega *świadomej* zmianie, o.

@kokainistka jego, na ile się orientuję ;)
-
2012/02/01 23:00:06
gwoli ścisłości: wybór = świadoma zmiana
-
2012/02/02 12:02:16
@navaira
Hmm, owszem, problem terapii jest, bo nie-hetero to "zboczenie", a wykreślono je z listy chorób psychicznych w wyniku "spisku pederastów" czy nacisków "gejowskiego lobby". Niestety, jeszcze jakiś czas będziemy się męczyć z taką wizją tego co właściwe, a co nie (bytw, jest to tak naprawdę pochodna ogólnej demonizacji seksu, a także mizogynii będącej jednym z fundamentów "judeochrześcijańskiej" cywilizacji), dlatego mimo wsio uważam wypowiedzi na temat "a, zmieniłam/łem/łom orientację seksualną i jest mi z tym dobrze" jako niebezpieczne, jestem też w stanie zrozumieć agresywne reakcje w środowiskach LGBTQ. Niestety, na razie podejście "no dobra, jesteśmy nie tacy jak powinniśmy, ale to naprawdę nie nasz wybór" jest jedynym możliwym, procesy społeczne zachodzą bowiem naprawdę powoli. Jak już ludzie oswoją się z tym, że nikogo nie da się "spedalić", że homoseksualiści nie biorą się z rozbitych rodzin, czy z jakiś tam patologii, tylko "just happens", można zacząć kolejne przewartościowanie - że w zasadzie, co za różnica? Teza o niezmienności orientacji, bez względu na to czy jest słuszna czy nie, pomaga też tutaj. Skoro nikt nie wybiera sobie orientacji, to nie ma co się obawiać "propagandy homoseksualnej" bo żadnego heteryka to nie ruszy. A skoro ludzie są po prostu różni, to żadna opcja nie jest gorsza, no, chyba że jest to opcja przestępcza (pociąg do małych dzieci, zwierząt itp. Z tego co wiem, tego TEŻ się nie wybiera, ale, co do prawicowych łbów za cholerę ciężką nie chce wejść, to to, że w odróżnieniu od pedofila, homoseksualista nie robi nikomu krzywdy faktem, że zaspakaja swoje homoseksualne potrzeby - o ile robi to legalnie. O ile wiem, pedofil nie może legalnie zaspokoić swoich potrzeb (poza zachowaniami kompensacyjnymi) więc w ogóle porównywanie jednego do drugiego jest równie uzasadnione, jak nazywanie PiS "prawem i sprawiedliwością").
Tymczasem taka wypowiedź to woda na młyn prawakom, którzy mówią "a więc da się wyleczyć geja". A skoro się da, nie ma z tym problemu, to dla dobra społeczeństwa, tradycji i innych ukochanych przez nich g*n homo- i bi- POWINNI się zmienić. Bo może nie robią krzywdy swoim partnerom ale... W dodatku od razu zyskuje sens termin "propagowanie homoseksualizmu", skoro można zmieniać orientację, to znaczy że "pedały" czynnie namawiają innych do takiej zmiany, by mieć większy wybór partnerów, nie?

@watashi79
No właśnie nie siedzę w głowach tych którym się "odwidziało", więc nie wiem, mam anecdata, nie data. Znam trochę osób które sobie biseksualizm uświadomiły po jakimś czasie - przynajmniej ja tak to widzę, ale może rzeczywiście zaszła jakaś zmiana w ich orientacji, może nie całkiem świadoma, może zamierzona. Nie wiem. Wiem natomiast, że wiele rzeczy w mózgu da się przeprogramować (co nie oznacza, że powinno się), a więc jestem ostrożne z twierdzeniem, że orientacja jest "wyryta w kamieniu", aczkolwiek się do tej tezy przychylam...
Co do biseksów i czmychania, chyba przesadzasz. Wielu ludzi nie dokonuje wyborów bo tak jest łatwiej. Jeśli ktoś od ciebie odejdzie w wyniku nacisków otoczenia, to niestety, srał go pies. I orientacja nie ma tu nic do gadania, owszem, "100% homo" będzie trudniej, bo jako alternatywę ma jedynie udawany związek (kiedyś dość częste zagranie) albo bycie singlem. Ale czy to cokolwiek zmienia?
-
lucette_nader
2012/02/02 22:57:03
tak głupio trochę, ale komć mi spuchł (o ilustracje - nie umiem rysować i tak sobie nadrabiam kopiuj-wklejem) i poszło trochę w inną stronę (więc lepiej link niż offtop)
gierkiwmowionego.blogspot.com/2012/02/jak-zmieniaam-orientacje.html
-
navaira
2012/02/03 07:44:59
@chakravant Dla mnie istnieje bardzo wyraźna różnica między wyborem, a narzuceniem. To, że Nixon wybrała (powiedzmy) bycie les, nie znaczy, że można jej KAZAĆ być hetero. Co do podejścia jedynego możliwego, może fakt, że mieszkam w Amsterdamie powoduje u mnie inny punkt widzenia, ale ja nie przepraszam nikogo za swoją orientację, nie uważam jej za "nie taką, jaka być powinna" i jako żywo nie uważam, że to jedyne, co mógłbym zrobić.

Na tym polega homofobia, rasizm, antysemityzm -- nawet w wersji light, czyli "no, co prawda Żydzi/kolorowi/LGTB są gorsi, ale to nie ich wina, poza tym jestem tolerancyjny, gdyż mam jednego beżowego kumpla" jest to ciągle homofobia/rasizm/antysemityzm. Jedynym możliwym podejściem, wykluczającym te zjawiska jest podejście pt. "a co za różnica".

No i oczywiście na koniec się zgadzam, pedofilia, zoofilia etc. nie mają NIC wspólnego z byciem LGTB. Jedno z tych zjawisk to dwie dorosłe osoby robiące to, co mają ochotę. Drugie to przestępcze wykorzystanie kogoś, kto nie może wyrazić zgody na to, co się dzieje. Prawica wydaje się nie odróżniać tych rzeczy.

@lucette_nader Odpisałem, zachwyciwszy się wzmianką o Charlotte Gainsbourg :)
-
2012/02/03 12:04:34
@navaira
To właśnie jest różnica między perspektywą Amsterdamu a perspektywą Łodzi czy Minneapolis. U "was" jedyne sensowne podejście, to u "nas" pieśń przyszłości, o tyle możliwa do osiągnięcia, o ile po drodze jakaś banda debili mająca dostęp do mediów i "rządu dusz" nie wymyśli niczego "lepszego" typu "heteroseksualna monogamia to jedyny akceptowalny społecznie i prawnie rodzaj związku, cała reszta w końcu może się dostosować, a my im to ułatwimy wprowadzając drakońskie kary".
Stąd mimo wszystko wolę póki co przepraszać (nie dosłownie, ja rzadko kiedy za cokolwiek przepraszam, a zwłaszcza za rzeczy na które nie mam wpływu) za to, że jestem inne, bo może następne pokolenie, albo moje dzieci, które mam i które mogą być równie poplątane jak ja, będą mogli powiedzieć "moja mama/tata są tacy, ja jestem takie, wszystko w porządku" i nikogo to nie zdziwi.
Stąd nie lubię tekstów o "wyborze", bo przecież zawsze otoczenie pani Nixon może w ten lub inny sposób skłonić ją do "dobrowolnego wyboru" bycia hetero, wyjścia za mąż, urodzenia gromadki dzieci i w ogóle.
Zaś ze strony psychoseksuologicznej tak naprawdę nie tylko jest za mało danych, ale jakoś tak ciężko mi sobie wyobrazić rzetelne badania póki co. "Orientacja seksualna" jest bowiem oceniania subiektywnie, więc nigdy nie ma się pewności, czy ma się do czynienia z "bi mającym aktualnie takie, a nie inne preferencje" czy z homo albo hetero. No dobra, czasem wiadomo, głównie w wypadku homo (surprise surprise), ale też nie zawsze... Nie wiem, może badania aktywności mózgu to zmienią i będziemy mieć jakieś obiektywne dane, ale póki co lepiej założyć że orientacja jest niezmienna, conajwyżej... dość mało wybredna. Osobiście uważam, że "prawdziwych" heteryków jest niewiele więcej niż "prawdziwych" homoseksualistów, ale być może to moja skrzywiona perspektywa...
-
lucette_nader
2012/02/03 17:42:58
@ navaira
"No i oczywiście na koniec się zgadzam, pedofilia, zoofilia etc. nie mają NIC wspólnego z byciem LGTB. Jedno z tych zjawisk to dwie dorosłe osoby robiące to, co mają ochotę. Drugie to przestępcze wykorzystanie kogoś, kto nie może wyrazić zgody na to, co się dzieje. Prawica wydaje się nie odróżniać tych rzeczy."

w ogóle to, co za przeproszeniem pieprzy Terlikowski (zresztą zgodnie z linią Katechizmu Kościoła Katolickiego), jest paradoksalnie zaprzeczanie tzw. "duchowości"; wszystko, łącznie z miłością, zostaje podporządkowane rozmnażaniu

Charlotte - no ba! dzięki!


@ chakravant
"Stąd nie lubię tekstów o "wyborze", bo przecież zawsze otoczenie pani Nixon może w ten lub inny sposób skłonić ją do "dobrowolnego wyboru" bycia hetero, wyjścia za mąż, urodzenia gromadki dzieci i w ogóle. "

mam nadzieję, że nikt oprócz komcionautów "frondy" nie usłyszy o "heteryckiej" wypowiedzi Nixon;
tak w ogóle to www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/geje_wsciekli_na_gwiazde_seksu_w_wielkim_miescie_18564 - rekordu wejść nie było...