niedziela, 22 stycznia 2012
Wiecie co?
Jest niedziela wieczór, jestem dziko szczęśliwy, a więcej napiszę później, bo mam pierwszą lekturę na dzisiejszy wieczór...

Tagi: kowalstwo
21:39, navaira
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Trochę polit-emo
Na wstępie: wstęp.

Swoje zdjęcia postanowiłem publikować z pewnego konkretnego powodu. Powód ten nazywa się 'stereotypy' i niestety w charakterze schorzenia przydarza się ludziom zupełnie niekiedy sensownym. Stereotyp geja znamy (a jeśli nie, Dama Kier nam go przybliży) -- wiotkie stworzonko o piskliwym głosie i drżących nadgarstkach, zajmujące się fryzjerstwem, z odbytu wystają mu pióra, a z czoła przyklejony na stałe sztuczny penis. Penis nie odlepia się, gdyż botoks, makijaż i tym podobne zabiegi zapewniają, że gej wygląda na lat 17 aż do śmierci w związku z zaawansowanym AIDS w wieku lat 38. W międzyczasie gej zalicza kilka setek partnerów rocznie, rzecz jasna łapiąc przy tym wszystkie możliwe choroby przenoszone drogą płciową, a na wieść o tzw. monogamii wstrząsa się z obrzydzeniem i biegnie czym prędzej obrażać uczucia religijne.

Jak to ze stereotypami bywa, w pewnym stopniu stereotypowy opis geja odpowiada prawdzie. W pewnym stopniu. W pewnych przypadkach. Są tacy, którzy mają piskliwy głosik. Są tacy, którzy używają botoksu. Są tacy, którzy zaliczają kilkuset partnerów rocznie. Niestety, te trzy grupy nie są tożsame nawet między sobą, a co dopiero z ogółem osób homoseksualnych. Gdyby dało się tak prosto kategoryzować ludzi, należałoby założyć, że wszyscy heteroseksualiści zdradzają żony, gdyż istnieje Tiger Woods; wszyscy heteroseksualiści są księżmi, gdyż istnieje ojciec Rydzyk; wszyscy heteroseksualiści są scjentologami, gdyż istnieje Tom Cruise... ooops... za daleko się posunąłem ;) (note to self: uważać z wyrazem "posunąłem").

Owszem, my geje (pozwalam sobie na użycie wyrazu "my") różnimy się nieco od Was, heteroseksualistów. Głównie tym, że zakochujemy się w osobach tej samej płci. Nie w kozach, owcach i świerszczach, jak mniema poseł Suski, nienauczony w przedszkolu odróżniać dorosłego człowieka od kozy. W innych dorosłych ludziach. Czasami jesteśmy w związkach szczęśliwi, czasami nie. Czasami wierni, czasami nie. Czasami jest nam dobrze, czasami źle. Zupełnie jak ludziom, rzekłbym frywolnie, gdybym był posłem Suskim. Czasami mamy brodę, czasami mamy długie włosy, czasami jesteśmy fryzjerami, czasami kowalami, czasami zaś bezrobotnymi. Zupełnie jak ludzie, Funky.

Tymczasem znany insektolog Stefan Niesiołowski daje wyraz własnym fobiom, lękom nocnym i strachom:

A czy w tej kadencji Sejmu uda się przegłosować ustawę o związkach partnerskich? 

- Nie ma szans. Może niektóre ludzkie sprawy, pozwalające ułatwić życie w codziennych problemach. Na ogół lesbijki kojarzą nam się z demoralizacją

Nam, znaczy królowi Niesiołowskiemu?

, ale jakiś czas temu podeszła do mnie nobliwa pani, która powiedział mi że nie mogła pochować kobiety, z którą wspólnie mieszkała. Tego typu rzeczy powinny być zmienione.

No właśnie! Żeby tak nobliwa pani mieszkała z drugą kobietą! ESCANDALO!!! Tego typu rzeczy powinny być zmienione!

 Na szczęście Pan Bóg uchronił mnie od tego typu inklinacji, ale rozumiem takie ludzkie sprawy jak pochowanie bliskiej osoby, czy przepisanie spadku, ale nie idiotyczne love parade.

Ale w ogóle skąd się wzięło Love Parade, które jest imprezą heteroseksualistów (rzecz jasna nie tylko, ale nie jest stricte imprezą LGTB) organizowaną w Niemczech? Takie nagłe wstawianie 'love parade' w kompletnie niezwiązanym z owym Love Parade zdaniu to objaw manii, panie Stefanie, kowadło kuźnia palenisko, to się leczy.

- Czyli nie jest pan już przeciwnikiem związków partnerskich? - Jak słyszę same słowa: ‘związki partnerskie’, to już jestem przeciwko.

A ja jak słyszę same słowa 'poseł Niesiołowski' to już jestem przeciwko, ale niestety mój sprzeciw swoje, a życie swoje :(

Nie poprę związku dwóch homoseksualistów, którzy chcą na zasadzie umowy tworzyć małżeństwo sprzeczne z konstytucją.

Jezu, jezu (nieczyt.) Jakie małżeństwo? Jakie sprzeczne? Jakie z konstytucją? Czy pan w ogóle słucha zadawanych pytań? I czy zdaje sobie pan poseł sprawę z tego, że homoseksualiści będą złośliwie zawierać związki NAWET MIMO BRAKU POPARCIA POSŁA NIESIOŁOWSKIEGO?

Zapomnijmy o ślubach homoseksualistów w Polsce. Tego PO na pewno nie poprze. Ale o sprawach w obszarze ludzkim powinniśmy rozmawiać. Starsza pani ze łzami w oczach uświadomiła mi, że są sprawy o których możemy nawet nie wiedzieć. 

MUJBORZE -- my możemy nawet nie wiedzieć, że obrzydliwe zboczone lesby gnieżdżą się dwie naraz w jednym mieszkaniu!11!!!

W sprawach pochówku, informacji w szpitalu, spadku itd., powinniśmy rozmawiać i zgodzić się na ustępstwa. Trzeba ludziom pomagać, a nie uprzykrzać im życia. Nie można dyskryminować ludzi 

...i już prawie brzmi, jakby mu mania przeszła, gdy WTEM...

ale PO nigdy nie zgodzi się na obśliniających się mężczyzn przebranych za kobiety na platformach samochodowych.

Panie pośle insektologu. Ja rozumiem. Mało jest być może homoseksualnych muchówek (Diptera) mieszkających razem i tworzących związki homoseksualne. Niemniej jednak jestem przekonany, że w żadnym z trzech projektów ustawy o związkach nie ma NIC o platformach samochodowych, NIC o mężczyznach przebierających się za kobiety i NIC o obślinianiu się (czy muchówki się obśliniają?). Przysięgam, że tam są same nudy. O zamieszkaniu, o podatkach, o pogrzebach, o prawach i obowiązkach (w projektach bardziej radykalnych). O zgrozo, być może pojawi się pomysł, żeby wspomnieć... ESCANDALO... o miłości. 

Bo związki są ogólnie rzecz biorąc nudne. Jest pan żonaty, więc powinien pan o tym wiedzieć, a jeśli nie, proszę spytać Ludwika Dorna, jako posiadacz trzech żon, każdej z których przysięgał wierność do grobowej deski, z pewnością wiele o tym panu powie. Związki to wspólne rozliczanie podatków, kupowanie garnków, gotowanie, pranie, sprzątanie, kłótnie o to, kto wyrzucił śmieci, a kto zapomniał odebrać magiel, kto nie wywiesił prania, kto nie zamyka deski klozetowej, kto zostawił brudny kubek na stole. Związki to dzieci, firanki, dywany, kanapy, garnki, zakupy, zmywanie i prasowanie. Nigdy w życiu nie słyszałem o związku osób dowolnej płci, który to związek potrzebowałby do istnienia platformy (O ZGROZO!!! PLATFORMY!!!) samochodowej, albo funkcjonowałby wyłącznie podczas Love Parade. Gdyby takowy związek-dziwadło powstał, nie potrzebowałby żadnej ustawy, ponieważ nawet my, homoseksualiści na ogół mamy tyle taktu, żeby nie umierać natychmiast po zawarciu związku, zaraz na PLATFORMIE i potrzebować zgody rodziny na pogrzeb partnera; nawet my nie jedziemy PLATFORMĄ po odbiór listu poleconego i nawet my nie używamy PLATFORMY podczas wypełniania PIT-u.

A co do PLATFORMY i obśliniania: owszem, niektórzy z nas raz do roku jeżdżą platformami i się obśliniają. U nas w Amsterdamie nazywa się to Gay Pride i przyciąga miliony turystów płci obojga, którzy patrzą na to z zachwytem, robią mnóstwo zdjęć, a potem wracają do domu i na fotkach mają katedrę, coffeeshop, gay pride i łabędzia płynącego kanałem. Czyli rzeczy nietypowe, lecz interesujące, nikomu nierobiące krzywdy i generalnie łatwe do ominięcia, jeśli ktoś akurat woli na fotkach mieć coś innego. Osobiście nigdy nie byłem na PLATFORMIE, obślinić innego mężczyznę kilka razy mi się zdarzyło, ale żaden związek się z tego nie zalągł. A nawet jeśli, to potrzebuje pan lepszych argumentów niż "ja tego nigdy nie poprę!!!" żeby mi udowodnić, że byłoby to rzeczą złą.
niedziela, 15 stycznia 2012
Stowarzyszenie Szczęśliwych Wariatów, leg. czł. nr 1
Od paru tygodni uprawiam coś, co nazywa się uczenie networking (czyli po polsku plecenie z sieci worków) i muszę Wam rzec, iż rezultaty są nadzwyczaj zachęcające.

Po pierwsze primo, spotkałem się już z dwoma kowalami z Amsterdamu, zaś na celowniku trzeci, z którym jem lunch jutro. Wypytuję ich ze szczegółami o rozmaite rzeczy związane z ich pracą, a oni mi ze szczegółami odpowiadają. Są przy tym uprzejmi, przydatni, dają mi namiary na kolejne miejsca, gdzie warto się wybrać, demonstrują warsztat i ogólnie zachowują się tak, jakby celem ich życia było uszczęśliwianie stukniętych pancurów z ogniem w oczach.

Po drugie primo, jeden z dwóch kowali zaoferował mi możliwość korzystania z jego kuźni za niewielką opłatą -- nie będzie mnie niczego uczyć, po prostu mogę sobie przyjść, postukać i popukać, zapłacić za materiały i nieprzesadnie plątać się pod nogami. Co oznacza, że praktyka już się sama załatwiła i pozostaje tylko problem teorii...

Po trzecie primo zaś, problem teorii załatwił się również, ponieważ 23 stycznia zaczynam dwutygodniowy kurs kowalstwa w Polsce. W dzień praca w kuźni, wieczorem praca z książkami. A po powrocie wracamy do pana z punktu drugiego i praktykujemy nowo nabyte umiejętności.

Czy mogę usłyszeć nieduże chóralne "squeeeeee!!!!"?

Rzecz jasna w mojej beczce żelaza znalazła się łyżka cyny, która psuje mi perfekcyjny obraz navairy z wielkim młotem, a łyżkę tę stanowi transport. Bezpośredni transport z Warszawy istnieje, czemu nie. Ale nie w weekendy. Transport niebezpośredni zapewne również istnieje, ale nie umiem go znaleźć w Internecie, więc istnieje możliwość, że będę go szukać na miejscu, obarczony plecakiem z 20 kg ciepłych ciuchów, z cichą nadzieją, że coś się znajdzie... 
poniedziałek, 09 stycznia 2012
A co tam nowego?
A całkiem ciekawie się nowy rok rozkręca.

Nad kowalstwem pracujemy i w ciągu dwóch tygodni powinienem mieć dla państwa jakieś konkretne ciekawe informacje. :)

W temacie miłości -- Drwal ciężko (jak to drwal) pracuje nad tym, żebym się w nim zakochał i osiąga planowany efekt. To wcale nie jest trudne -- wystarczy być dla mnie miłym, dobrym, akceptować mnie razem ze wszystkimi moimi odbiciami, nie ograniczać, nie zmuszać do rzeczy, które mi nie pasują i nie golić brody za często. Do monogamii się jeszcze nie posuwam, ale Drwal o tym wie i mu nie przeszkadza (a przynajmniej tak twierdzi), a ja i tak powoli wykruszam pozostałych chętnych, chociażby z powodu braku czasu.

Czas spędzam pracowicie. Na nauce języka; na oglądaniu filmów instruktażowych z kanałów modernblacksmith i MarkAspery na youtube; na siłowni (w zeszłym tygodniu pięć razy); na polowaniach na kowali; na pisaniu różnych rzeczy; na remiksowaniu różnych rzeczy; na dzierganiu kolczugi (co się robi z kolczugą? nie kuje, nie szyje, nie szydełkuje, nie składa... no co się z nią robi...? -- no i, rzecz jasna, z Drwalem. Tak więc jak na razie dotrzymuję wszystkich postanowień noworocznych.

2011 był, jak wspominałem, rokiem -- szczerze mówiąc -- nieco gównianym. Intensywnym, i owszem, tyle, że na ogół w nieprzyjemny sposób. 2012 jest mi coś winien, a ja planuję wyegzekwować wszystko, łącznie z odsetkami do najmniejszego grosza. To będzie mój rok, czy mu się to podoba, czy nie. Jedyne, co mogłoby mnie powstrzymać, to problemy zdrowotne, dlatego też żrę witaminy, ciemny chleb, pierś z kurczaka i brokuły, unikam piwa i latam na siłownię. Jak 2012 spróbuje podskoczyć, to dostanie takiego kopa z półobrotu, że w locie zaśnie z nudów.

A jak Wam mijają pierwsze dni nowego roku?
piątek, 06 stycznia 2012
Ojej!
Znowu coś napisałem dla homików.pl!

I to na znajomy szanpaństwu temat...

"Wdałem się ostatnio na prywatnym blogu w rzecz zapewne nieco głupią - odpisywanie osobie chamskiej, głupiej i napchanej po zębodziurki tą miłą pewnością swojej racji, jaką daje wyłącznie ignorancja. Osoba poczuła się niemile dotknięta i odpisała mi, a o poziomie tej odpowiedzi niechże świadczy fakt, że nie odnotowała nawet tego, że piszę w rodzaju męskim i uznała mnie za lesbijkę..."
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Elaborat ten, poświęcę, Damie Kier
Dzięki Trzyczęściowy, to wszystko Twoja wina. :P
Elaborat ten, poświęcę męskim lesbijkom, gdyż działają mi na nerwy.
Odpowiedź swą, poświęcę znęcaniu się nad autorką elaboratu, Damą Kier, gdyż działa mi na nerwy już gwałtami na, interpunkcji a zaraz, dojdziemy do treści.
Temat gejów jest lekko przereklamowany, kiedy mowa o homo, od razu pada na gejów. Są jeszcze lesbijki- o tych mówi się rzadziej, właściwie to prawie wcale.
To poniekąd prawda i za parę minut Dama Kier nie wiedząc o tym spróbuje odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się dzieje.
Panuje przekonanie, że gej to zniewieściały facet, w dziwnym ubranku, z makijażem. Gej musi chodzić na parady i poruszać tyłkiem jak baba, gdy przemierza ulicę. To stereotypy rzecz jasna, jakie stereotypy towarzyszą lesbijkom?
Nie ma to jak wrzucić jakąś głupotę i zostawić ją bez komentarza szerszego niż "to stereotypy rzecz jasna". Poza tym gdzie to przekonanie panuje? W domu Damy Kier? No ale dobrze, dowiedzmy się, jakie też stereotypy towarzyszą lesbijkom.
Zbudowane przez facetów, podobnie jak obraz geja- czyli piękne, zmysłowe, emanujące seksem kobiety, które zabawiają się ze sobą i aż się proszą o dołączenie. Szczerze mówiąc, obiecujący stereotyp, aż się nabiera ochoty na biseksualne zabawy:)
Zupełnie nie taki stereotyp lesbijki spotkałem w Polsce. Lesbijka (zwana również feministką) to według Polaka takie brodate coś z bojówkach, ogolone na łyso, spod pachy monstrum wyłania się kępa włosów. Ale pewien jestem, że Dama Kier nie to ma na myśli... ups...
Ale oczywiście to też stereotyp. Pewnie, że są i takie zupełnie kobiece i urodziwe lesbijki, ja jednak miałam nieprzyjemność poznać te, które do obrazu kobiety maja daleko. Spocone, chamowate, ubrane w jakieś dresy albo rozciągnięte koszulki, zmaskulinizowane stwory z waginą... chociaż szczerze mówiąc, nie wiem co one w majtkach mają, może i nie waginę... nie, wole nie wnikać. Zapomniałabym jeszcze o fryzurze- krótkie włosy, obcięte na jeża - bardzo często aczkolwiek nie zawsze. Makijażu używają chyba tylko pod przymusem, w damskie ubranie - jak podejrzewam - wcisną się tylko wtedy, kiedy ktoś im przystawi rewolwer do głowy.
Och nie, na szczęście Dama Kier w ogóle nie jedzie stereotypami i nie usiłuje nikogo wciskać w swoje szufladki. Uspokoiłem się od razu i teraz już mi dobrze. (Panie doktorze, pan da jeszcze jedną taką fajną tabletkę.)
Zachowanie? Klasyczny dramat z nutą horrorowego klimatu.
To znaczy co, rozwodzi się z mężem, a potem zarzyna kota?
Chamstwo, brak kultury, męski obskurantyzm - niczym rasowy dres z wielkomiejskiego blokowiska.
Dama Kier tymczasem kurtularna jak nieomalże sprzedawczyni parówów z kabaretu OTTO.
Co się dzieje z tymi kobietami? A niech są sobie zwolenniczkami cipek zamiast penisów, niech im miłość innej kobiety światłem w życiu... mają do tego święte prawo, ale po co im ten cały styl?
A co cię to obchodzi?
Przyjmijmy, że czują się źle, jako typowe kobiety, muszą być męskie by czuć się dobrze, czy to jednak dobre wyjście?
A co cię to obchodzi?
Czy każdy, kto się źle czuje w swojej "skórze", podarowanej poniekąd przez naturę, powinien to negować?
A co cię to obchodzi?
Czy może poszukać rozwiązania po środku?
A co cię to obchodzi?
Teraz zakładam, że jestem rasową homofobką (pewnie dla męskich les już nią jestem)
Oj, bo ja wiem, czy homofobką? Głupia, samolubna, przekonana o tym, że wie najlepiej, co każdy powinien na siebie założyć i jak się zachować, wypełniona tą pewnością swych racji, którą daje wyłącznie ignorancja -- tak. Ale homofobka? Tego jeszcze nie wiemy.
i widząc takie jak one, już mam wyrobione zdanie na temat lesbijek a to zdanie jest krzywdzące przecież.
Ja Damy Kier nawet na oczy nie widziałem, a już mam wyrobione zdanie na jej temat a to zdanie jest krzywdzące przecież. No i skoro już ma wyrobione zdanie na temat lesbijek, to jest, niestety, homofobką.
Nikt im nie każe być kokietkami w kieckach ale kuria mać! Niech chociaż zachowają krztę kobiecości, dla dobra swojego homo rodu.
BUŃDŹCIE PATRYJOTKAMI DLA DOBRA SWOJEGO HOMO RODU
(A co to jest ta kobiecość o której Dama Kier tu wspomina?)
Co jeszcze mnie w nich drażni? Pewność siebie, za którą nie jeden facet zarobiłby w ryj.
O tak, cudza pewność siebie potrafi być bardzo irytująca, gdy same siedzimy w barze z nosem zwieszonym na kwintę i modlimy się po cichu, żeby ktoś się do nas odezwała.
Gdy podbija do mnie obleśny typ, kończę jego farsę szybko, gdy podbija do mnie kobieta o wyglądzie faceta- przez moment nie jestem w stanie się ruszyć ani nic powiedzieć- to się szok nazywa.
Ależ kompleksy Damy to nie jest nasz problem.
Nie jestem uprzedzona, absolutnie
A ja absolutnie nie jestem rasistą, po prostu Murzyni śmierdzą, kradną i są leniwi I SĄ TO FAKTY BIBLIJNE
ja jestem tylko zniesmaczona.
Ja też, chamstwem Damy Kier.
Każdy ma prawo do własnego stylu, do pokazania swojego prawdziwego ja, ale nie oznacza to, iż musi się wyrażać nie bacząc na rozsądek i... na krzywdę innych.
JEZUS MARIA NIEMCY DAMĘ KIER BIJĄ WAGINAMI
Tak krzywdę, bo te normalne les oraz bi, są zrównywane do jednego poziomu z tym męskim "waginarium" oraz... moja krzywda w tym momencie, bo wiecie jak się poczułam, gdy byłam nagabywana przez les mistera? ŹLE.
To nie jest nasz problem, to nie jest problem les mistera, to jest problem Damy Kier. (Podoba mi się określenie "normalne les", takie pełne klasy i wogle.)
Chociaż gorzej się poczułam, gdy les mister chciała mi dać w papę za urażenie jej godności, a ja przecież tylko byłam szczera mówiąc, iż z takim wyglądem nie powinna się wychylać nie mając pewności...
I dlatego ja też jestem szczery i zamiast pisać "szanowna Damo, może Dama sobie przemyśli nieco wypisywane przez się treści" piszę szczerze, że głupota, chamstwo i egoizm przepięknie się w tej drobnej kobiecej figurce dobrały.
poza tym nie mam na czole napisane "lesbijka" więc skąd przyszło jej do głowy by pakować łapsko na mój tyłek?
To straszne, a do mnie kiedyś się odezwała dziewczyna, a ja przecież nie mam na czole napisane "heteroseksualista".
Czy inne lesbijki zachowałyby się tak jak ona? Pewnie nie, bo jednak większość z nich ma trochę oleju w głowie.
Ciężko się nie zgodzić, nie dość, że głupie, chamskie i egoistyczne, to na dodatek przecinki stawia nie tam gdzie trzeba, jaka mądra lesbijka by na toto poleciała?
Nawet gdybym była lesbijką, to i tak bym się nie skusiła, chyba że po nafaszerowaniu mnie kokainą.
Na Damę Kier znaczy nie skusiła? A nie, nie zrozumiałem.
Oczywiście, gdy jakieś "monstrum waginarium" tutaj wejdzie, to pewnie poczuje się zaatakowane, oplute i poniżone przeze mnie... nim spłodzi komentarz, to niech raczy spojrzeć w lustro- takie które odbija oblicze, oraz takie, które ukazuje wnętrze.
Oj Damo, zanim rzucisz lustrem, wyjmij belkę ze swego oka i ukaż sobie swoje wnętrze.
Niech pomyśli o tym, czy swoim postępowaniem nie stwarza problemów.
No, niech Dama pomyśli, chociaż nie spodziewam się, żeby potrafiła.
Może i puenty brak, sami sobie ją dopiszcie.
Ja już sobie dopisałem, chociaż się brzydziłem.
sobota, 31 grudnia 2011
Najlepszego etc. #2 (eksperymentalnie)
Do tej pory specjalnie swojej muzyki tu nie reklamowałem, ale może warto sprawdzić, co się zabawnego wydarzy, jeśli to zrobię? ;)

Tę piosenkę napisałem specjalnie z okazji Sylwestra i Nowego Roku, a tytuł chyba nieźle wyjaśnia jej przesłanie. Wokal niestety nagrałem przeziębiony -- gdyby komuś przeszkadzał drżący głosik, proszę zwalić na karb wzruszenia i emocji ;P

EDIT: 1 stycznia powoli się kończy, demo zdjęte, wersja bez przeziębienia na następnej EPce. :)
Najlepszego etc.

Żeby nie było, że teraz już będę zawsze grzeczny ;)
czwartek, 29 grudnia 2011
Parę słów o feminizmie (znowu)
Kinga Dunin pisze o książce Danuty Wałęsy:

Czy Danuta Wałęsa jest feministką? Nie ja wymyśliłam to pytanie. Pojawia się ono w jej autobiograficznej książce, pojawia się w jej omówieniach. Odpowiedź samej zainteresowanej jest przewidywalna: jasne, że nie. I nawet znajdujemy coś w rodzaju wyjaśnienia: bo kobieta, jak zechce, może wszystko osiągnąć, wszystko to, co mężczyźni. Musi tylko dużo bardziej się postarać. Dla niektórych z tej konstatacji wynika feminizm, dla niektórych nie. Dla mnie jest tu o jedną przesłankę za mało. Brakuje odpowiedzi na pytanie, czy chcemy to zmienić. Nie ma prostszej definicji „obiektywnego” feminizmu: jest to przekonanie, że kobiety mają gorzej i należy to zmienić. Cała reszta to komentarze i przypisy. Pełno w nich sporów o to, w czym gorzej i jak zmienić.  

Nie podoba mi się prosta definicja obiektywnego feminizmu. Podobną prezentuje Wikipedia:

Feminism is a collection of movements aimed at defining, establishing, and defending equal political, economic, and social rights and equal opportunities for women.

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem Susan Sontag, Kingą Dunin, czy nawet Agnieszką Graff, ale osobiście postrzegam feminizm inaczej: feminism is a collection of movements, ble, ble, and social rights and equal opportunities FOR BOTH GENDERS. Feminizm uważam za ważny i przydatny bezpośrednio również dla mnie osobiście, mimo, iż jestem mężczyzną płci odmiennej; widzę w nim spore, nie tylko potencjalne zyski dla mężczyzn i z takim widzeniem feminizmu identyfikuję się o wiele silniej, niż z "kobiety mają gorzej".

Kobiety, rzecz jasna, MAJĄ obiektywnie gorzej. Gdybyśmy stworzyli listę nierówności pomiędzy płciami, kobiety obrywają o wiele częściej -- i nie mówię nawet o kulturach, w których kobieta jest przedmiotem, a jej zdanie na żaden właściwie temat nie posiada wagi większej, niż zdanie odkurzacza lub kota. Mówię o kulturze polskiej, w której cały czas przyjęte jest za normalne to, że mąż i żona wracają z pracy, po czym żona gotuje obiad, sprząta, prasuje, pierze i pomaga dzieciom robić lekcje, zaś mąż odpoczywa, gdyż przecież jest zmęczony. W której żona zarabia 70% tego, co mąż, po prostu dlatego, że nie posiada penisa. W której nie można zgwałcić prostytutki, w której mamy reżysera A. Holland, psychologa E. Woydyłło czy też pisarza D. Wałęsę.

Wszystko powyżej jest, rzecz jasna, prawdą. A jednak to mężczyźni żyją krócej, to oni częściej dostają zawałów, to oni są wychowywani w przekonaniu, że jedynym prawdziwym męskim zachowaniem jest picie, palenie i jedzenie boczku smażonego w głębokim tłuszczu (co nie zmienia faktu, iż pisma dla panów na stronie 13 piszą o cygarach i koniakach, a na stronie 14 o tym, jak osiągnąć sześciopak na brzuchu). Kobieta, która jest zadowolona ze swojej pracy na niskim stanowisku, nie spotyka się z takim zaskoczeniem społeczeństwa, jak mężczyzna, który wcale nie chce być dyrektorem, prezesem, czy też zwyczajnie lubi posiedzieć sobie z dziećmi, wyjść z nimi na spacer, ugotować obiad i odkurzyć mieszkanie, podczas, gdy żona pracuje zarobkowo.

Postrzeganie feminizmu w Polsce pod koniec roku 2011 mało się niestety różni od tegoż postrzegania w roku 2001. Podczas gdy ruchy LGTB coś tam zdołały osiągnąć, feminizm z niezrozumiałych (dla mnie) powodów nie dorobił się przyzwoitego PR, czego efektem jest to, że aktorki, piosenkarki, pisarki i żony eks-prezydentów nadal odżegnują się od feminizmu, często budując zdania typu "nie jestem oczywiście feministką, ale [tu wstaw piętnaście podstawowych postulatów feminizmu]". Mężczyzn, rzecz jasna, w ogóle się o takie rzeczy nie pyta, z wyjątkiem czołowej polskiej specjalistki ds. feminizmu J. Korwin-Mikke, która regularnie wypowiada się na ten jakże jej świetnie znajomy temat.

Feminizm -- taki, jak ja go rozumiem -- bliższy jest zapewne teorii queer niż stwierdzeniu, że "kobiety mają gorzej". Dzięki swojemu feminizmowi nie mam żadnego problemu z tym, że moją szefową jest kobieta, że zarabiam mniej niż ona, że to ona wydaje mi rozkazy, a gdybym przypadkiem był hetero, nie miałbym problemu z tym, że to ja siedziałbym w domu gotując obiady, a ona chodziła do pracy i zarabiała na nasze życie. Z tym, że nie miałbym problemu również z sytuacją odwrotną. Feminizm rozumiem po prostu tak -- kobiety i mężczyźni powinni być traktowani tak samo, z paroma wyjątkami wynikającymi z biologii. Nie spodziewamy się zastać na porodówce mężczyzny z wielkim brzuchem i zaaferowanej żony trzymającej go za rękę i przygotowującej do cesarskiego; nie spodziewamy się, zamawiając tragarzy, że przybędą kobiety. Faceci są silniejsi fizycznie, kobiety zaś rodzą dzieci. Z powyższego nie wynika absolutnie nic poza tym, co napisałem, a już na pewno nic, co usprawiedliwiałoby różnice zarobków, czy też zwalanie na kobiety wszelkich prac domowych.

Dzięki swojemu feminizmowi czuję się bardzo wyzwolony z różnych oczekiwań, jakie społeczeństwo (nie tylko polskie, holenderskie czasami też) usiłuje zwalać mi na głowę. Nie muszę -- choć czasami bardzo lubię -- być samcem alfa; nie muszę zdobywać, wygrywać, dominować i rządzić; nie muszę unikać lekarza, bo to niemęskie się skarżyć na problemy ze zdrowiem; nie muszę chodzić nieumyty i hodować brzucha piwnego, bo tylko cioty i baby używają dezodorantu. Tak samo moja przyjaciółka-feministka nie musi chodzić do pracy, lecz może siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, do pracy wysyłając męża. Dlatego, że oboje przedyskutowali istniejącą sytuację i dokonali takiego wyboru RAZEM. Wiedzieliście, że są takie feministki, które gotują, sprzątają i nie są nawet lesbijkami? Założę się, że panie Korwin-Mikke i Wałęsa nie wiedzą.
Z Nowym Rokiem, nowym krokiem
Zrobiłem coś głupiego.

Nie pierwszy raz, rzecz jasna, ale jednak nawet moja głupota na ogół ma swoje granice. Tym razem przekroczyłem je zdecydowanie, o mało nie usunąwszy się z tego padołu. I kiedy starałem się desperacko nie zasnąć -- jakoś tak mi się zdawało, nie wiem, czy słusznie, że nie powinienem -- skupiłem się na myśleniu o swoim życiu, minionym roku i o roku nadchodzącym.

Zdaję sobie sprawę, że postanowienia noworoczne na ogół nie działają dłużej, niż do końca pierwszego tygodnia stycznia -- chodzę na siłownię od paru lat i widziałem wiele osób, które poczyniły postanowienia noworoczne, po czym zapomniały o nich na widok Big Maca. Ale z uwagi na to, iż jestem wyjątkowy i niezwykły, planuję swoich dotrzymać.

1. Koniec z substancjami rozweselającymi. Wszystkimi. Nie obiecuję, że na zawsze, ale na dłuższy czas -- liczony w miesiącach raczej, niż tygodniach. W ostatnim czasie za łatwo się mi sięga po różne uprzyjemniacze życia, a po czterech miesiącach od zerwania niezupełnie można za to obwiniać DJa, który, cóż, zapoznał mnie i owe substancje ze sobą. Niemniej jednak mła i substancje zawieszamy nasz związek bez zobowiązań na czas nieokreślony. Do rozweselania pozostawiam sobie wódkę z colą light, zieloną herbatę i towarzystwo Drwala.

2. Skoro o tym mowa, spróbujemy z Drwalem. Drwal, uświadomiony ze szczegółami w temacie moich nieudanych prób usunięcia się z padołu (niby to nie do końca z premedytacją, ale jednak) przyjął je do wiadomości, wycałował, wyściskał i twardo twierdzi, że nadal mnie lubi i akceptuje razem z głupotami, słabościami i innymi takimi. Fajny ten Drwal, tak Wam powiem szczerze. Mądry, sympatyczny, przyjemny, bez nałogów, a przede wszystkim miły. Miłego faceta jakiś czas nie miałem. Mimo mojej słabości do złych chłopców i psychopatów z zamiłowaniem do zachowań autodestrukcyjnych spróbuję się skupić na Drwalu z zamiłowaniem do gry w Zeldę i wegetariańskiej kuchni.

3. Kupiłem sobie prezent na gwiazdkę:


Muszę pisać coś więcej? Będziemy się próbować przekwalifikować. Ile to potrwa nie wiem, jak dobrze pójdzie też nie wiem, ale plan minimum obejmuje dwutygodniowe warsztaty w lipcu, a plan maksimum własną kuźnię w ciągu 2-3 lat.

I tyle mam postanowień. A Wy? Napiszcie mi coś w komentarzach, a za dwa miesiące, czy coś w tym stylu się rozliczymy z tego, jak poszło dotrzymywanie.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7