Wpisy z tagiem: heteroseksualiści
poniedziałek, 12 września 2011
Online/Offline
Randkowanie online w przypadku osób heteroseksualnych jest, rzekomo, sposobem na spotykanie wyłącznie przerażających paszteto-meduz:
Powiem Wam szczerze, drodzy heteroseksualiści, że ja Was nie rozumiem. Dla mnie randkowanie online jest o wiele lepsze, niż spotykanie facetów w barze, w klubie czy też w supermarkecie, z kilku podstawowych powodów: 1. Mamy większe prawdopodobieństwo, że przyłapiemy tegoż faceta w stanie trzeźwości, niż np. o 3 nad ranem w barze Pod Surową Marchewą; 2. Możemy się o nim dowiedzieć więcej, niż tylko tego, jak wygląda -- a ponieważ w barach bywa kiepskie oświetlenie, czasem nie wiemy nawet tego. Generalnie, randkowanie online ułatwia uniknięcie efektu pt. "WAAAAAAH CO TO ZA STRASZNE COŚ ŚPI OBOK MNIE AAAAAAAA"; 3. Wbrew pozorom, również brak jakiegokolwiek tekstu opisującego osobę, zdjęcia przedstawiające wyłącznie genitalia oraz tekst "nie wiem, co tu napisać, zapytaj jeśli cię interesuję" wiele nam mówią. W kolejności: chce tylko seksu, chce tylko seksu oraz jest kompletnie nieinteresującym nudziarzem bez odrobiny inteligencji; 4. Łatwiej się pozbyć gościa, który odzywa się do nas "hej seksi" online, niż tego samego, który przylepia się do nas w barze i ględzi pierdoły o tym, jaki jest zajebisty; 5. Nie ryzykujemy spotkania Artysty Podrywu. Naprawdę, osoby, narzekające na spotkanych online facetów chyba nie potrafią używać Internetu, nie rozumieją, że czasem warto wymienić parę wiadomości przed spotkaniem w realu oraz nie umieją rozpoznać zdjęcia, które zrobiono 15 lat temu, a potem przejechano filtrem "Julia Roberts w reklamie L'Oreal" w fotoszopie. Cóż mogę powiedzieć. Sameście sobie winne, drogie heteroseksualistki. * Spędziłem wczoraj 6.5 godziny w towarzystwie Coota. Coot ma jak na razie tylko jedną wadę, mianowicie pali. Na szczęście przynajmniej w moim towarzystwie nie robi tego często. Poza tym ma same zalety: jest sympatyczny, zabawny, mówi po angielsku bez niderlandzkiego akcentu, jest inteligentny, pracuje w tym samym zawodzie, co ja, jest pięknym, dużym mężczyzną (co po chłopcu-DJu jest odmianą nader przyjemną) i bardzo lubi ze mną spędzać czas. Ja z nim też. Ważną zaletą jest to, że nie bardzo umie gotować -- ja też nie umiem i dostaję kompleksów w towarzystwie osób, które umieją, bo czuję, że powinienem na nich jakoś zrobić wrażenie, a za cholerę nie wiem, jak miałbym to niby zrobić. Poznawanie wilkołaka wzbudza we mnie dziwne uczucia. To zdecydowanie nie jest facet do szybkiego bang-bang w pościeli i panicznej ucieczki, zanim zdąży otworzyć usta i coś powiedzieć. Ale ja nie mam pewności, czy jestem gotów na coś poważniejszego, niż szybkie bang-bang. DJ ciągle mnie napastuje telefoniczno-smsowo-facebookowo (po ostatniej rundzie wyskoków w ten weekend poblokowałem go wszędzie, gdzie się dało; niestety, telefonów nie da się zablokować bez wydania zauważalnej ilości pieniędzy) i generalnie zatruwa mi życie. Tęsknota za nim na szczęście zupełnie mi przeszła, nawet nie wskutek Coota, tylko wskutek jego własnych wyskoków -- zachowania pasywno-agresywne oraz psychopatyczne generalnie nie są nader atrakcyjne, podobnie cyber-stalking, odmawianie rozmowy na jakiś temat twarzą w twarz, a potem wysyłanie mi (kiepsko) zaszyfrowanych wiadomości na twitterze... Nie sądziłem, że to będzie tak wyglądać; zwłaszcza, że to on zerwał ze mną, a teraz nie może się ode mnie odczepić i natrętnie mi się narzuca, na zmianę z ofertami przyjaźni i brutalnym chamstwem. Chciałbym zamknąć ten rozdział i przejść do kolejnego, ewentualnie po drodze przeglądając jakieś magazyny plotkarskie, ale jak to zrobić, kiedy książka natrętnie rzuca się na człowieka, klapiąc go po twarzy okładką i domaga się czytania przypisów -- po piętnaście razy tych samych?
|
Archiwum
Zakładki:
Interesujące
Tagi
|