Wpisy z tagiem: Platforma

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Trochę polit-emo
Na wstępie: wstęp.

Swoje zdjęcia postanowiłem publikować z pewnego konkretnego powodu. Powód ten nazywa się 'stereotypy' i niestety w charakterze schorzenia przydarza się ludziom zupełnie niekiedy sensownym. Stereotyp geja znamy (a jeśli nie, Dama Kier nam go przybliży) -- wiotkie stworzonko o piskliwym głosie i drżących nadgarstkach, zajmujące się fryzjerstwem, z odbytu wystają mu pióra, a z czoła przyklejony na stałe sztuczny penis. Penis nie odlepia się, gdyż botoks, makijaż i tym podobne zabiegi zapewniają, że gej wygląda na lat 17 aż do śmierci w związku z zaawansowanym AIDS w wieku lat 38. W międzyczasie gej zalicza kilka setek partnerów rocznie, rzecz jasna łapiąc przy tym wszystkie możliwe choroby przenoszone drogą płciową, a na wieść o tzw. monogamii wstrząsa się z obrzydzeniem i biegnie czym prędzej obrażać uczucia religijne.

Jak to ze stereotypami bywa, w pewnym stopniu stereotypowy opis geja odpowiada prawdzie. W pewnym stopniu. W pewnych przypadkach. Są tacy, którzy mają piskliwy głosik. Są tacy, którzy używają botoksu. Są tacy, którzy zaliczają kilkuset partnerów rocznie. Niestety, te trzy grupy nie są tożsame nawet między sobą, a co dopiero z ogółem osób homoseksualnych. Gdyby dało się tak prosto kategoryzować ludzi, należałoby założyć, że wszyscy heteroseksualiści zdradzają żony, gdyż istnieje Tiger Woods; wszyscy heteroseksualiści są księżmi, gdyż istnieje ojciec Rydzyk; wszyscy heteroseksualiści są scjentologami, gdyż istnieje Tom Cruise... ooops... za daleko się posunąłem ;) (note to self: uważać z wyrazem "posunąłem").

Owszem, my geje (pozwalam sobie na użycie wyrazu "my") różnimy się nieco od Was, heteroseksualistów. Głównie tym, że zakochujemy się w osobach tej samej płci. Nie w kozach, owcach i świerszczach, jak mniema poseł Suski, nienauczony w przedszkolu odróżniać dorosłego człowieka od kozy. W innych dorosłych ludziach. Czasami jesteśmy w związkach szczęśliwi, czasami nie. Czasami wierni, czasami nie. Czasami jest nam dobrze, czasami źle. Zupełnie jak ludziom, rzekłbym frywolnie, gdybym był posłem Suskim. Czasami mamy brodę, czasami mamy długie włosy, czasami jesteśmy fryzjerami, czasami kowalami, czasami zaś bezrobotnymi. Zupełnie jak ludzie, Funky.


A czy w tej kadencji Sejmu uda się przegłosować ustawę o związkach partnerskich? 

- Nie ma szans. Może niektóre ludzkie sprawy, pozwalające ułatwić życie w codziennych problemach. Na ogół lesbijki kojarzą nam się z demoralizacją

Nam, znaczy królowi Niesiołowskiemu?

, ale jakiś czas temu podeszła do mnie nobliwa pani, która powiedział mi że nie mogła pochować kobiety, z którą wspólnie mieszkała. Tego typu rzeczy powinny być zmienione.

No właśnie! Żeby tak nobliwa pani mieszkała z drugą kobietą! ESCANDALO!!! Tego typu rzeczy powinny być zmienione!

 Na szczęście Pan Bóg uchronił mnie od tego typu inklinacji, ale rozumiem takie ludzkie sprawy jak pochowanie bliskiej osoby, czy przepisanie spadku, ale nie idiotyczne love parade.

Ale w ogóle skąd się wzięło Love Parade, które jest imprezą heteroseksualistów (rzecz jasna nie tylko, ale nie jest stricte imprezą LGTB) organizowaną w Niemczech? Takie nagłe wstawianie 'love parade' w kompletnie niezwiązanym z owym Love Parade zdaniu to objaw manii, panie Stefanie, kowadło kuźnia palenisko, to się leczy.

- Czyli nie jest pan już przeciwnikiem związków partnerskich? - Jak słyszę same słowa: ‘związki partnerskie’, to już jestem przeciwko.

A ja jak słyszę same słowa 'poseł Niesiołowski' to już jestem przeciwko, ale niestety mój sprzeciw swoje, a życie swoje :(

Nie poprę związku dwóch homoseksualistów, którzy chcą na zasadzie umowy tworzyć małżeństwo sprzeczne z konstytucją.

Jezu, jezu (nieczyt.) Jakie małżeństwo? Jakie sprzeczne? Jakie z konstytucją? Czy pan w ogóle słucha zadawanych pytań? I czy zdaje sobie pan poseł sprawę z tego, że homoseksualiści będą złośliwie zawierać związki NAWET MIMO BRAKU POPARCIA POSŁA NIESIOŁOWSKIEGO?

Zapomnijmy o ślubach homoseksualistów w Polsce. Tego PO na pewno nie poprze. Ale o sprawach w obszarze ludzkim powinniśmy rozmawiać. Starsza pani ze łzami w oczach uświadomiła mi, że są sprawy o których możemy nawet nie wiedzieć. 

MUJBORZE -- my możemy nawet nie wiedzieć, że obrzydliwe zboczone lesby gnieżdżą się dwie naraz w jednym mieszkaniu!11!!!

W sprawach pochówku, informacji w szpitalu, spadku itd., powinniśmy rozmawiać i zgodzić się na ustępstwa. Trzeba ludziom pomagać, a nie uprzykrzać im życia. Nie można dyskryminować ludzi 

...i już prawie brzmi, jakby mu mania przeszła, gdy WTEM...

ale PO nigdy nie zgodzi się na obśliniających się mężczyzn przebranych za kobiety na platformach samochodowych.

Panie pośle insektologu. Ja rozumiem. Mało jest być może homoseksualnych muchówek (Diptera) mieszkających razem i tworzących związki homoseksualne. Niemniej jednak jestem przekonany, że w żadnym z trzech projektów ustawy o związkach nie ma NIC o platformach samochodowych, NIC o mężczyznach przebierających się za kobiety i NIC o obślinianiu się (czy muchówki się obśliniają?). Przysięgam, że tam są same nudy. O zamieszkaniu, o podatkach, o pogrzebach, o prawach i obowiązkach (w projektach bardziej radykalnych). O zgrozo, być może pojawi się pomysł, żeby wspomnieć... ESCANDALO... o miłości. 

Bo związki są ogólnie rzecz biorąc nudne. Jest pan żonaty, więc powinien pan o tym wiedzieć, a jeśli nie, proszę spytać Ludwika Dorna, jako posiadacz trzech żon, każdej z których przysięgał wierność do grobowej deski, z pewnością wiele o tym panu powie. Związki to wspólne rozliczanie podatków, kupowanie garnków, gotowanie, pranie, sprzątanie, kłótnie o to, kto wyrzucił śmieci, a kto zapomniał odebrać magiel, kto nie wywiesił prania, kto nie zamyka deski klozetowej, kto zostawił brudny kubek na stole. Związki to dzieci, firanki, dywany, kanapy, garnki, zakupy, zmywanie i prasowanie. Nigdy w życiu nie słyszałem o związku osób dowolnej płci, który to związek potrzebowałby do istnienia platformy (O ZGROZO!!! PLATFORMY!!!) samochodowej, albo funkcjonowałby wyłącznie podczas Love Parade. Gdyby takowy związek-dziwadło powstał, nie potrzebowałby żadnej ustawy, ponieważ nawet my, homoseksualiści na ogół mamy tyle taktu, żeby nie umierać natychmiast po zawarciu związku, zaraz na PLATFORMIE i potrzebować zgody rodziny na pogrzeb partnera; nawet my nie jedziemy PLATFORMĄ po odbiór listu poleconego i nawet my nie używamy PLATFORMY podczas wypełniania PIT-u.

A co do PLATFORMY i obśliniania: owszem, niektórzy z nas raz do roku jeżdżą platformami i się obśliniają. U nas w Amsterdamie nazywa się to Gay Pride i przyciąga miliony turystów płci obojga, którzy patrzą na to z zachwytem, robią mnóstwo zdjęć, a potem wracają do domu i na fotkach mają katedrę, coffeeshop, gay pride i łabędzia płynącego kanałem. Czyli rzeczy nietypowe, lecz interesujące, nikomu nierobiące krzywdy i generalnie łatwe do ominięcia, jeśli ktoś akurat woli na fotkach mieć coś innego. Osobiście nigdy nie byłem na PLATFORMIE, obślinić innego mężczyznę kilka razy mi się zdarzyło, ale żaden związek się z tego nie zalągł. A nawet jeśli, to potrzebuje pan lepszych argumentów niż "ja tego nigdy nie poprę!!!" żeby mi udowodnić, że byłoby to rzeczą złą.
niedziela, 10 lipca 2011
Posłu Gowinu mądrości się ulały
Uprzejmie zawiadamiam, że czuję się doskonale trzeci dzień z rzędu, co oznacza, że skończyły mi się wymówki i muszę opierdolić posła Gowina za gadanie strasznych bzdur.

Poseł Gowin porozmawiał otóż z Jarosławem Stróżykiem (a doniosła o tym niezawodna pani Formela) na temat związków partnerskich, a oto mądrości, które mu się z ust ulały:

– Ustawa o związkach partnerskich tylnymi drzwiami wprowadzałaby małżeństwa homoseksualne. Dla mnie z definicji małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Tak zresztą definiuje je nasza konstytucja. Natychmiast rozpoczęłaby się też walka o przyznanie homoseksualistom prawa do adopcji. Tak stało się też w innych krajach, w których również zaczynano od ustawy o związkach partnerskich. Mam nadzieję, że u nas do tego nie dojdzie. Dzieci należy wychowywać w przekonaniu, że zgodny z porządkiem moralnym jest związek kobiety i mężczyzny, a nie dwóch kobiet czy dwóch mężczyzn.

Poseł Gowin oczywiście nie zauważa paru drobiazgów: po pierwsze, "porządek moralny" to rzecz bardzo dyskusyjna i nieujęta w żadnym prawodawstwie, z uwagi na problem z jednoznaczną definicją; po drugie, homoseksualiści też kiedyś byli dziećmi i niekoniecznie musiało być tak, że na ich szczęście w dzieciństwie pozytywnie wpływało wpajanie im, że w przyszłości będą niezgodni z porządkiem moralnym; po trzecie zaś, porządek moralny porządkiem moralnym, a tymczasem większość dzieci, które mieliby ewentualnie adoptować homoseksualiści albo już ma homoseksualnego rodzica z partnerem/partnerką i w razie śmierci rodzica ryzykuje przenosiny do domu dziecka, albo już się w owym domu dziecka znajduje i ma w dupie porządek moralny, który powoduje, że chętne osoby nie mogą im dopomóc w wyniesieniu się z owej placówki.

Jednak zwolennicy tej ustawy mówią, że jej brak sprawia, iż w Polsce nie ma równości między obywatelami. Małżeństwa są uprzywilejowane.
– I bardzo dobrze. Pojedynczy obywatele mają w Polsce identyczne prawa. Co innego, jeśli chodzi o ich związki. 

A podziału związków na te dobre i niedobre dokonuje, jak wiadomo, Bóg usty posła Gowina.

Konstytucja gwarantuje uprzywilejowaną pozycję małżeństwa z uwagi na to, że dźwiga ono na sobie ciężar wychowywania dzieci.

Zwłaszcza w przypadku par bezdzietnych z wyboru lub z braku in vitro, oraz par po 50. A propos, małżeństwa, które dzieci już wychowały i więcej nie mają, powinny zapewne zostawać odgórnie zakończone, tak?

Zobowiązania, które mąż ma wobec żony, czy żona wobec męża, są bez porównania silniejsze niż te, które mają partnerzy w takich związkach. Trwałość tych związków też jest nieporównanie mniejsza.

Niewątpliwie, zważywszy na ilość par pozostających w związku małżeńskim Dla Dobra Dzieci.

Związki homoseksualne nie mają tych obowiązków, dlatego nie powinny mieć też przywilejów.

O, poseł Gowin domaga się zezwolenia parom homoseksualnym na adopcję i zawieranie małżeństw, żeby mogły mieć obowiązki i przywileje!

Zresztą, skoro akceptujemy związek dwóch mężczyzn, to dlaczego nie zalegalizować od razu związku czterech mężczyzn lub kobiet?

Ależ to doskonały pomysł. Dlaczego właściwie państwo ma prawo dzielić związki na dobre i niedobre? Bo poseł Gowin dostaje wysypki na myśl o czterech mężczyznach naraz w USC? Wysypka posła Gowina mię nie interesuje, niech sobie maścią posmaruje i nie zawraca głowy.

Nieprawdą jest też, że homoseksualiści żyjący razem nie mają dzisiaj żadnych praw, np. dziedziczenia po sobie. Nie ma z tym żadnych problemów, tak samo jak w przypadku osób heteroseksualnych żyjących ze sobą bez ślubu. Rozpowszechnia się takie opinie celowo, by wprowadzić społeczeństwo w błąd.

Oczywiście, a podatek spadkowy w razie potrzeby poseł Gowin zapłaci osobiście, jako osoba zajebiście bogata i przepełniona dobrem i miłością bliźniego.

Ostatnio w mediach aż roi się od tematów dotyczących homoseksualistów, ich problemów i rzekomego prześladowania. Dziwi to Pana?
– Niestety jest to element próby pewnej rewolucji obyczajowej podejmowanej przez środowiska lewicowo-liberalne. 

Bardzo lubię słyszeć o rzekomych prześladowaniach i pewnych środowiskach. Szkoda, że coś o żydowskiej mafii się posłu nie wymkło, ale rozumiem, że nie był w humorze.

Cieszy się ona sporym poparciem części mediów głównego nurtu, zwłaszcza „Gazety Wyborczej”. Środowiska te przyjęły sobie za cel jak najszybsze upodobnienie Polski do krajów Europy Zachodniej w sferze obyczajowej. Niestety zupełnie nie zwracają uwagi przy tym na naszą tradycję i tożsamość. Próbuje się na siłę wykorzenić z serc i umysłów Polaków przywiązanie do tradycyjnej moralności.

Rozumianej jako tradycyjne dopierdalanie bliźniemu w imię miłości i dobroci.

Nie wychodzi to chyba najgorzej, skoro – jak wynika z badań – za związkami partnerskimi opowiada się dzisiaj blisko połowa Polaków. Również w Pana partii nie brakuje głosów poparcia dla takich zmian. Nie wyklucza ich m.in. premier Donald Tusk, który jeszcze w 2006 r. był im zdecydowanie przeciwny.

– To prawda, ale nie znaczy to wcale, że za takimi zmianami opowiada się większość polityków Platformy. 

Słusznie, żałuję, że przed wyborami ta informacja nie jest upowszechniana szerzej.

Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że Platforma skręca w lewo.

– Dziś jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o skręcie w lewo. Nowoczesne, duże partie mają szeroki charakter. W Platformie musi być więc miejsce dla nurtów liberalno-lewicowego i konserwatywnego. Nie ma w tym nic złego. Jeśli PO chce wygrać wybory, to musi się poszerzać.

Nie ma jak partia, której program brzmi "Wszystkiego wszędzie wszystkim!".

Jednym z największych problemów Polski jest kryzys demograficzny. Czy PO ma zamiar w przyszłej kadencji zająć się tym tematem?

– Przez ostatnich 20 lat nie dopracowaliśmy się żadnej sensownej polityki prorodzinnej. Jako Platforma musimy uderzyć się w tej sprawie także we własne piersi. Mam nadzieję, że w przyszłym Sejmie to się wreszcie zmieni i uda się takie prorodzinne rozwiązania wprowadzić w życie.

Na czym miałyby one polegać?

– Przede wszystkim na odejściu od rozwiązań pozornych takich jak np. becikowe na rzecz zmian kompleksowych. Konieczne jest wprowadzenie ulg podatkowych dla rodzin mających trójkę lub więcej dzieci. Trzeba też pomóc promować pozytywny obraz rodzin wielodzietnych, które dzisiaj są często przedstawiane w sposób nieprawdziwy jako siedliska różnych patologii społecznych. Konieczne jest też ułatwienie młodym matkom powrotu na rynek pracy oraz dostęp do przedszkoli.

Poseł Gowin w sposób typowy dla konserwatysty uważa, że jeśli społeczeństwo nie chce się dopasowywać do jego wizji porządku moralnego, tym gorzej dla społeczeństwa, a ludzie nie chcą zawierać małżeństw i mieć mnóstwa dzieci dlatego, że pewne środowiska promują negatywny obraz rodzin wielodzietnych, oraz rzekomych prześladowań osób homoseksualnych celem wprowadzenia społeczeństwa w błąd. Wprowadzone społeczeństwo żyje złośliwie w konkubinatach i nie rodzi mnóstwa dzieci celem skrzywdzenia uczuć Jezusa oraz posła Gowina (niekoniecznie w tej kolejności). Wprowadzenie ulg podatkowych i niewprowadzenie związków rejestrowanych błyskawicznie scali pary heteroseksualne w wierne Bogu i Gowinowi małżeństwa z obrzydzeniem odmawiające in vitro, zaś pary homoseksualne wyleczy z ich zboczenia i skłoni do nawrócenia na heteroseksualizm.

I tylko życie popiskuje, że niezupełnie tak wygląda, ale kto by zwracał uwagę na życie, skoro jest ono sprzeczne z nauką Kościoła.